Dlaczego nie mogę skorzystać z rzeczy zakupionych w Internecie? Dzięki DRM
Każdy z producentów stara się zabezpieczyć swoją twórczość przed jej nielegalnym kopiowaniem. Jak to robią? Wrzucają do programów czy eKsiążek zabezpieczenia w postaci DRM. Komu one ograniczają dostęp? Tylko legalnym nabywcom.
Etap pierwszy. Historia zawsze wygląda podobnie. Kupuję przez sklep internetowy książkę od twórcy, ale żeby ją przeczytać muszę ściągnąć jakiś jego program lub program firmy, która dostarcza mu rozwiązanie DRM. Wszystko wygląda fajnie, pojawia się jednak pierwsze „ale”. Dlaczego mam korzystać z góry określonego programu, skoro od lat pracuję na programie X i spełnia on moje potrzeby? Jest to do przeżycia, kiedy nowy program oferuje podobną funkcjonalność lub nawet więcej. Ale nieraz już się spotkałem, że programy te posiadają minimalną funkcjonalność i spartański interfejs. Już w tym momencie tracimy jedną z możliwości wyboru.
Dochodzimy do etapu drugiego możliwości otworzenia książki w programie od producenta. W większości wypadków po dwukrotnym kliknięciu zobaczymy upragnioną i legalnie zakupioną treść. Czasami jednak coś pójdzie nie tak i nigdy w życiu nie będziemy w stanie przeczytać książki, nawet po telefonicznych rozmowach z konsultantami ze sklepu, którzy pytają się o takie rzeczy jak układ planet widziany z naszego komputera. Dopiero po wielu godzinach uzyskujemy dostęp. Niestety częściej znane mi są przypadki, że jak za pierwszym razem nie zobaczymy tego czego oczekiwaliśmy to do końca życia nam się to nie uda.
Etap trzeci. Zakupioną przez nas treść chcemy przenieść na nowy sprzęt. Np. eReadera. I na prostym pomyśle kończy się łatwość tego etapu. Zaczynamy czytać wielostronicowe instrukcje czy nasz czytnik obsługuje DRM oferowany przez sprzedawcę. Okazuje się, że jednak nasz czytnik obsługuje dany format książki, a my zadowoleni zgrywamy pliki na niego. I otrzymujemy piękny komunikat, że maksymalna ilość kopii danej pozycji została wyczerpana. Przeszukujemy więc inne sklepy internetowe na których nasza książka jest oferowana w formacie, który możemy odczytać i wydajemy kolejne pieniądze na to co już posiadamy. Na koniec poddajemy się i idziemy do księgarni kupić normalną książkę, która nie posiada DRM, a więc możemy ją czytać zawsze i wszędzie, a pomysł kupowania książek przez internet porzucamy.
A więc przed kim chroni DRM? Jedynie przed użytkownikami, którzy chcą legalnie zakupić dany produkt. Osoby, które chcą dostać daną książkę za darmo ściągną ją z jednego z wielu serwisów oferujących pirackie materiały. Bez jakichkolwiek zabezpieczeń DRM, a więc bez niewygód jakie dostarcza nam to rozwiązanie.
Kilka faktów dlaczego pomysł wykorzystania DRM należy niezwłocznie porzucić:
- Ubisoft wraz z Assassin's Creed 2 wprowadza nowy rewolucyjny i nie do złamania system DRM. Polega on na tym, że przez cały czas jak gramy musimy posiadać połączenie internetowe i gra regularnie co jakiś czas prosi serwery o możliwość kontynuacji gry. Przypadkiem wypadnie nam kabel od internetu? Gra się wyłączy. A co jeżeli serwery zajmujące się autoryzacją nie będą działały? Już raz to się zdarzyło w Ubisoft i nikt z legalnych użytkowników nie zagrał. Jedyne osoby, które posiadały nielegalną kopię mogły cieszyć się z rozgrywki
- Wpisując w Google „Ubisoft” otrzymujemy podpowiedź „ubisoft game launcher”.
- Instalujesz świeżo kupioną grę, czy to w sklepie czy w Interecie. Po instalacji wyskakuje błąd związany z DRM. Najczęstszym rozwiązaniem polecanym przez użytkowników jest ściągnięcie Cracka. Sam już raz musiałem zastosować takie rozwiązanie, lecz większość użytkowników ma opory przed takim rozwiązaniem, mówią sobie „kupiłem w końcu legalną wersję”.
- Zakupiłem legalnie album w sklepie internetowym. Jednak jedyną możliwością jego odtworzenia jest uruchomienie go w Windows Media Player. Nie posiadam takiego programu na Linuksie. Rozwiązanie? Zdejmowanie DRM z legalnie zakupionego produktu, automatycznie mogę odtworzyć te utwory również na mojej komórce czy MP3.
- Standard oglądania świeżo zakupionego DVD/BD:

I wiele wiele więcej. Przykładów można mnożyć. Świadczy to tylko o ułomności jakiegokolwiek sposobu ograniczania dostępu, bo zawsze kończy to się ograniczeniem dostępu osobą, które go powinny posiadać.
Dlatego też jestem całkowicie przeciwny stosowaniu DRM, które ogranicza nas tylko do jednego twórcy/dostawcy/producenta. Wspierajmy wolne oprogramowania i wolne standardy!
Napisane 20 listopada, 2011 przez zwierzak